- Posłani do zagubionych: Czego Jezus naprawdę oczekuje od swoich uczniów
- Moment, w którym przyjaciele stają się posłańcami
- Paradoks granicy przed horyzontem
- Wysłanie bez gotowości
- Nazwy, które mają znaczenie
- Zagubiona owca: ani wrogowie, ani obcy
- Co zmienia się w życiu: od myśli do praktyki
- Co tradycja widziała w tym tekście
- Jan Chryzostom i słodycz pierwszeństwa
- Bernard z Clairvaux i pasterz, który nie kalkuluje
- Teresa z Lisieux i misja bez granic
- Spacer przed zdobyciem mapy
- Lectio divina
- Pokusa uniwersalności jako ucieczki od tego, co znane
- Modlitwa
- O co teraz prosi to przemówienie
- Praktyki
- Odniesienia
- ✝ Odniesienia biblijne
Ewangelia Jezusa Chrystusa według św. Mateusza
1Następnie przy dwunastu uczniach i przekazując im władzę nad duchami nieczystymi, aby je wypędzać i leczyć każdą chorobę i jakąkolwiek chorobę. 2Oto dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, nazwany Piotrem, potem brat jego Andrzej, Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, 3Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza i Tadeusza, 4Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, który go zdradził. 5Oto dwunastu, których wysłano Jezus, nastąpi im pouczenia: «Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego, 6Idę raczej do zaginionych owiec z Izraela. 7Gdziekolwiek pójdziecie, głoście, że blisko jest królestwo niebieskie.
Jezus zbiera swoich dwunastu i powierza im coś niezwykłego: moc uzdrawiania, wyzwalania, pójścia. Nadaje im imiona – bardzo różnych ludzi, niektórych uczciwych, jednego zdrajcę – i mówi im: nie idźcie do możnych, nie idźcie na razie do obcych. Idźcie najpierw do tych, którzy są z waszych domów, do tych, którzy zbłądzili na drodze, do tych, których nikt nie szuka. A idąc, powiedzcie im tylko jedno: Bóg jest tutaj, bardzo blisko, właśnie teraz.
Posłani do zagubionych: Czego Jezus naprawdę oczekuje od swoich uczniów
Kiedy Jezus powierzał misję dwunastu zwykłym mężczyznom, na zawsze na nowo definiował, co znaczy być posłanym — i do kogo.
Są teksty, które pocieszają i teksty, które posyłają. Ten posyła. Ewangelia Mateusza 10,1-7 to nie piękna karta zachęty – to rozkaz misyjny, precyzyjny, wymagający, skierowany do dwunastu mężczyzn, którzy niekoniecznie prosili o wyjazd. To przesłanie przemawia do każdego, kto kiedykolwiek zastanawia się, czy jego życie ma sens, czy jego zaangażowanie ma znaczenie, czy wiara może jeszcze coś zmienić wokół niego. Mówi: tak, pod warunkiem, że wiesz, dokąd iść. A dokąd iść zawsze zaczyna się bliżej, niż myślisz.
Niniejsza refleksja najpierw analizuje kontekst, w którym Jezus wysyła Dwunastu – ten przełomowy moment, w którym uczniowie stają się apostołami, nosicielami mocy, której sami nie stworzyli. Następnie analizuje paradoks leżący u podstaw tekstu: dlaczego Jezus ogranicza misję, zanim ją rozszerzy, i co to ujawnia na temat boskiej logiki? Rozwija trzy głębokie ludzkie tematy – kwestię bycia posłanym, kwestię imion i kwestię zaginionej owcy – zanim nakreśli konkretne implikacje dla zaangażowanego życia chrześcijańskiego dzisiaj. Tradycja i Lectio Divina wzbogacają refleksję, a jej kulminacją jest modlitwa i praktyczne sugestie.
Moment, w którym przyjaciele stają się posłańcami
Mateusz umieszcza ten fragment w bardzo konkretnym momencie swojej narracji. Rozdziały 8 i 9 właśnie zakończyły się lawiną cudów: uzdrowienie trędowatego, wskrzeszenie paralityka, wskrzeszenie córki Jaira, odzyskanie wzroku przez dwóch niewidomych. Jezus przemierzał Galileę, troszczył się o ciała, odpuszczał grzechy i jadał z celnikami. A pod koniec rozdziału 9 zdanie brzmi jak głębokie westchnienie: «Widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza» (Mt 9,36). To właśnie z tego współczucia wyłania się rozdział 10.
Jezus nie zaczyna od strategii. Zaczyna od spojrzenia. Zobaczył ludzi. A to, co zobaczył, poruszyło Go tak głęboko, że nie mógł już działać sam. Dlatego zwołał ich. Zgromadził dwunastu, których wybrał, i dał im dwie rzeczy: władzę i misję.
Przede wszystkim władza. Grek używa tutaj tego słowa. exousia — co nie odnosi się do nabytej kompetencji, lecz do nadanej władzy. Nie chodzi o to, że «wyszkolił ich do leczenia», ale o to, że «dał im prawo do działania w Jego imieniu». Różnica jest ogromna. Ci ludzie nie odchodzą z wiedzą. Odchodzą z delegacją. Nie są ekspertami — są posłani.
Poniżej znajduje się lista imion. Być może czytaliśmy ją zbyt pochopnie, zbyt często. Ale Mateusz nalega. Piotr pierwszy, Judasz na końcu. Pomiędzy: celnik, zagorzały nacjonalista, dwie pary braci, rybacy, nieznajomy. Ta lista z cichą brutalnością mówi, że misja nie opiera się na zasługach. Szymon Zelota mógł znienawidzić celnika Mateusza tydzień wcześniej. Judasz jest wymieniony wśród wysłanników – z powściągliwym, okrutnym akcentem jego przyszłej zdrady.
A jednak Jezus posyła tych dwunastu. Nie innych. Tych.
Misja zostaje następnie zdefiniowana z zaskakującą precyzją geograficzną: nie narody, nie Samarytanie. Idźcie do zaginionych owiec z domu Izraela. To ograniczenie od wieków wprawiało czytelników w zakłopotanie. Jak to możliwe, że powszechna Ewangelia zaczyna się od wykluczenia? Odpowiedź nadejdzie później, po Zmartwychwstaniu (Mt 28,19). Na razie istnieje logika priorytetów – a nie wykluczenia – którą tekst zachęca nas zrozumieć.
Przesłanie, które należy przekazać, jest radykalnie proste: «Królestwo niebieskie jest blisko». Żadnej rozbudowanej doktryny, żadnego wszechstronnego katechizmu. Zapowiedź. Poczucie bliskości. Bóg jest tutaj.
Paradoks granicy przed horyzontem
Jest coś niepokojącego w tym fragmencie. Jezus, który wita Kananejkę (Mt 15, 21-28), uzdrawia sługę rzymskiego setnika (Mt 8, 5-13), rozmawia z Samarytanką w domu Jana (J 4) – ten sam Jezus mówi swoim uczniom: nie chodźcie do obcych. Zostańcie najpierw w domu. To napięcie jest realne i byłoby nieuczciwe je bagatelizować.
Ale spójrzmy na to prosto w oczy.
To nie wykluczenie, to kolejność. Boska misja ma swój porządek, a porządek ten nie jest arbitralny. Izrael jest ludem Przymierza, tym, do którego Bóg przemówił pierwszy, tym, który oczekuje Mesjasza. Zagubione owce z domu Izraela to nie dalecy niewierzący – to ci bliscy, którzy zbłądzili. Członkowie tej samej duchowej rodziny, którzy zbłądzili, którzy się od siebie oddalili, których surowość życia, skandale religijne lub siła przyzwyczajenia stopniowo uczyniły obcymi dla własnego dziedzictwa.
Obraz zagubionej owcy powraca często u Mateusza i Łukasza – i zawsze przekazuje to samo przesłanie: ktoś odszedł, ale wciąż należy do owczarni. Nie jest wrogiem. Jest nieobecnym. I to właśnie dla niego pasterz zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, aby pójść i odnaleźć tę jedną.
Ta logika ma w sobie coś głęboko ludzkiego. Zanim zajdziesz daleko, rozejrzyj się dookoła. We własnym domu – a tutaj «dom» oznacza rodzinę, wspólnotę i tradycję. Kto zgubił drogę tam, blisko ciebie? Kto odszedł z Kościoła, nigdy prawdziwie nie trzaskając drzwiami, po prostu przestając wracać? Kto już się nie modli, ale wciąż pamięta? Kto nosi wiarę jak szatę żałoby – trzymaną w szafie na pogrzeby i chrzty?
Do tych właśnie ludzi Jezus najpierw posyła swoich uczniów.
Istnieje również głęboki teologiczny powód tego priorytetu. Jeśli Jezus jest Mesjaszem Izraela, jeśli jest wypełnieniem proroctw, jeśli jest Tym, którego przyjście przepowiedział Izajasz, to pierwszym aktem wierności jest pójście i oznajmienie tym, którzy czekali: On jest tutaj. Obietnica została dotrzymana. Nie czekaliście na próżno.
Ograniczenie zatem nie jest zamknięciem – jest spójnością. Ewangelia nie rodzi się w uniwersalistycznej abstrakcji. Rodzi się w ciele ludu, w historii, w oczekiwaniu. I to z tego ciała będzie promieniować na wszystkie narody.
Wysłanie bez gotowości
Uderzające w tym tekście jest tempo. Jezus wzywa, umacnia, udziela nauk. Żadnego rekolekcji. Żadnego zdania egzaminu. Żadnej gwarancji sukcesu. Jest w tym coś lekko oszałamiającego, podobnego do tego, czego doświadcza wielu oddanych wierzących: dają świadectwo, towarzyszą, dzielą się czymś o wierze, nie czując się prawdziwie gotowymi.
Dobra wiadomość dotycząca tego tekstu jest taka, że przygotowanie nie jest jego tematem.’exousia Autorytetu się nie nabywa. Autorytet się otrzymuje. Uczeń, który wyrusza na misję, nie idzie dlatego, że wszystko zrozumiał. Idzie, ponieważ dotknął go ktoś, kto wszystko zrozumiał.
Pomyślmy o Janie Vianneyu, proboszczu z Ars. Człowieku, który omal nie odniósł porażki w święceniach kapłańskich z powodu ograniczonej znajomości łaciny. Człowieku, którego przełożeni uznali za niewystarczająco przygotowanego. A który stał się jednym z najpotężniejszych spowiedników w historii Kościoła, przyciągając nawet trzysta pielgrzymów dziennie do wioski liczącej pięćset dusz. Nie dlatego, że był genialny. Ponieważ otrzymał coś, czego człowiek sam sobie nie daje.
Tak właśnie działa misja Jezusa. Nie mówi: «Kiedy będziesz gotowy, idź». Mówi: «Idź – a idąc, odkryjesz, co ci dałem».»
To duchowość drogi, nie sceny. Uczysz się idąc.
Nazwy, które mają znaczenie
Lista Dwunastu nie jest spisem, lecz deklaracją teologiczną.
W starożytnym świecie posiadanie imienia oznaczało istnienie. Narody były anonimowymi tłumami. Uczniowie mieli imiona: Piotr, Andrzej, Jakub, Jan, Filip, Bartłomiej, Tomasz, Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, Tadeusz, Szymon Gorliwy, Judasz. Dwanaście imion. Jak dwanaście plemion Izraela. To nie przypadek: Jezus odbudowuje Izrael od wewnątrz, nie odrzucając jego historii, ale ją podsumowując.
Ale to nie wszystko. Te imiona reprezentują zupełnie różne tożsamości. Szymon Zelota prawdopodobnie był związany z ruchem zelotów, który propagował zbrojny opór przeciwko Rzymowi. Mateusz był poborcą podatkowym – kolaborantem okupantów w oczach swoich rodaków. Ci dwaj, siedzący przy tym samym stole, zostali zesłani razem. Trudno sobie wyobrazić bardziej napiętą atmosferę w Palestynie I wieku.
A jednak idą razem. Ich jedność nie polega na zatarciu różnic. To jedność misji pomimo i poprzez różnice. To, co Ewangelia czyni w tej grupie, to transcendencja, która nie pochodzi od nich. Żadne ludzkie negocjacje nie mogłyby połączyć Szymona Gorliwego i celnika Mateusza. Łączy ich tylko wspólna misja.
Właśnie tego doświadczają dziś parafie, ruchy i wspólnoty. Ludzie, których inaczej nic by nie łączyło, połączeni Ewangelią. I ciągła pokusa dzielenia się z powodu poglądów politycznych, wrażliwości liturgicznej i stylów wiary. Tekst mówi: „Jesteście posłani razem”. Jedność to nie jednolitość – to współposłannictwo.
Zagubiona owca: ani wrogowie, ani obcy
Warto przyjrzeć się bliżej obrazowi zaginionej owcy.
Zagubiona owca nie jest owcą zbuntowaną. Nie uciekła, trzaskając drzwiami. Pobłądziła. Może rozproszona, może przestraszona, może stado się ruszyło, a ona nie poszła za nim. Początkowy ruch był niezauważalny. A kiedy spojrzała w górę, pasterz był już daleko.
W ten sposób wielu ludzi odchodzi od wiary. Nie dramatycznie – dryfując. Opuszczając mszę w jedną niedzielę, by być z rodziną. Wieczorna modlitwa ucieka, a potem znika. Sakramenty odkładane i pozostające odkładane. Wspólnota, do której tak naprawdę się już nie należy. I pewnego dnia człowiek zdaje sobie sprawę, jak bardzo się oddalił – mimo że nie zamierzał odejść.
Jezus nazywa tych ludzi zagubionymi owcami z domu Izraela. Nadal należą do tego domu. Ich imiona są w księdze. Zostali ochrzczeni, przyjęli komunię, modlili się. Odległość ich nie wymazała.
I to do nich Dwunastu zostaje posłanych jako pierwszych. Nie z przemową wywołującą poczucie winy. Nie z listą wyrzutów. Ale z ogłoszeniem: Królestwo jest bliskie. Bóg jest obecny. Nie zostaliście zapomniani. Ktoś poszedł was szukać.
To podejście zmienia wszystko w naszym sposobie ewangelizacji. Nie idziemy do zagubionych owiec, by upominać je za to, że się zgubiły. Idziemy do nich tam, gdzie są – w ich wątpliwościach, smutku, letniości, zmęczeniu – i mówimy: oto, co otrzymałem. Jest jeszcze czas.
Co zmienia się w życiu: od myśli do praktyki
W intymności wiary
Tekst ten stawia każdemu z nas pytanie: czy otrzymałem coś, co zachowuję dla siebie?’exousia Dana Dwunastu, jest autorytetem, który należy przekazywać dalej – a nie skarbem, który należy gromadzić. Wiara, która nie promieniuje na otoczenie, w końcu gaśnie. Nie dlatego, że trzeba być zawodowym misjonarzem, ale dlatego, że żywa wiara z natury jest komunikatywna. Szuka innych.
W zaciszu domowym może to oznaczać coś tak prostego, jak rozmowa o tym, co ważne. Powiedzenie przyjacielowi: «Ta książka mnie poruszyła». Zapalenie świecy za kogoś, kto cierpi i powiedzenie mu o tym. Modlenie się za kogoś, o kim wiesz, że jest zagubiony, bez wywoływania u niego poczucia osądu.
W bliskich związkach
Prawdziwa misja często zaczyna się zaledwie kilka kroków stąd. Syn, który już się nie modli. Matka, która odwróciła się od Kościoła po żałobie, w której nie otrzymała odpowiedniego wsparcia. Kolega, który nosi w sobie cichą duchową ranę. Te zagubione owce z naszego «domu» są pierwszymi, do których Jezus nas posyła – nie jako terapeutów, nie jako kaznodziejów, ale jako proste osoby, które nie straciły nadziei, że coś jest jeszcze możliwe.
Błędem byłoby chcieć wyjechać daleko, by uniknąć zbliżenia. Angażować się w odległe akcje charytatywne, by uniknąć duchowego cierpienia tych, których kochamy i widujemy co tydzień.
W życiu kościelnym i społecznym
Kościół, który stawia na pierwszym miejscu swoich «zagubionych» członków, zanim zwróci się ku światu, nie jest zamknięty w sobie. Po prostu ufa logice Ewangelii: misja promieniuje z centrum. Wspólnota, która prawdziwie wita swoich odległych członków, która nie porzuca tych, którzy się oddalają, która utrzymuje więź bez jej wymuszania – ta wspólnota jest już misyjna, nawet bez budżetu i programu.
Na poziomie społecznym tekst kwestionuje naszą tendencję do doceniania egzotyki i zaniedbywania tego, co znane. Pomoc humanitarna po drugiej stronie świata jest niezbędna. Ale co ja robię dla sąsiada, który je samotnie każdego wieczoru?

Co tradycja widziała w tym tekście
Jan Chryzostom i słodycz pierwszeństwa
Jan Chryzostom, kaznodzieja z Antiochii z IV wieku, obszernie skomentował ten rozdział Ewangelii Mateusza. Uderza go pedagogia Jezusa. Nie tłumi On powszechnego powołania – on je przygotowuje. Dwunastu, udając się najpierw do Izraela, uczy się głosić Ewangelię, uzdrawiać i pokonywać odrzucenie. Są szkoleni do misji na znanym terenie, zanim zmierzą się z nieznanym.
Chryzostom dostrzega w tym podwójne miłosierdzie: miłosierdzie wobec Izraela, który zasługuje na to, by usłyszeć Dobrą Nowinę najpierw na swojej ziemi, oraz miłosierdzie wobec uczniów, którym Jezus oferuje stopniowe nauczanie. «Nie posyła ich jeszcze do narodów» – mówi – „aby nie zostali nagle przytłoczeni ogromem pracy”. To nie wykluczenie, to mądrość.
Bernard z Clairvaux i pasterz, który nie kalkuluje
Bernard z Clairvaux, mnich cysterski z XII wieku, rozważał postać pasterza, który zostawił dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, by szukać zaginionej. Dostrzegł w tym najprawdziwszy obraz Boga: miłość, która nie liczy się z zyskiem. Jedna zaginiona owca na sto to statystycznie nieistotna strata. Dla Boga to całe życie.
Bernard powiedział coś głębokiego: Bóg nie czeka, aż owca znajdzie drogę. On sam odbywa tę podróż. I posyła swoich uczniów, aby zrobili to samo. Dla Bernarda misja chrześcijańska nie jest powołaniem, by przyciągać do siebie ludzi – to powołanie, by do nich pójść. Różnica jest zasadnicza. Jedno to strategia. Drugie to miłość.
Teresa z Lisieux i misja bez granic
Teresa z Lisieux nigdy nie opuściła swojego klasztoru karmelitańskiego. A jednak jest patronką misji. Ta pozorna sprzeczność ujawnia coś istotnego: posłanie nie zawsze jest kwestią geografii. Teresa rozumiała, że jej modlitwa, cierpienia, codzienne akty miłości wpisują się w tę samą logikę, co logika apostołów. Pisała: «Chcę spędzić moje niebo, czyniąc dobro na ziemi». Jej misją było niesienie pomocy zagubionym duszom, których nigdy nie widziała, z celi liczącej zaledwie kilka metrów kwadratowych.
Ucieleśnia przekonanie, że misja należy do wszystkich ochrzczonych – nie tylko do księży, nie tylko do aktywnych zakonników. Zaczyna się tam, gdzie jesteśmy, od tego, co mamy, od każdego, kogo Bóg stawia na naszej drodze.
Spacer przed zdobyciem mapy
Pierwsze praktyczne pytanie, jakie stawia ten tekst, jest proste: do kogo jestem teraz wysyłany? Nie teoretycznie – w rzeczywistości, teraz, w nadchodzących dniach.
Pierwszy krok: zidentyfikuj swój osobisty «dom Izraela». Kto w twoim najbliższym otoczeniu odszedł od wiary? Nie po to, by analizować powody, nie po to, by przygotowywać przemówienie – po prostu, by nazwać je w duchu. By zachować je w modlitwie. By mieć je przed oczami.
Drugi krok: po prostu idź. Nie czekaj na idealną okazję. Zwykła rozmowa może stać się chwilą bliskości. Wiadomość wysłana wieczorem, zaproszenie na kawę, obecność w żałobie. Najskuteczniejsza misja chrześcijańska nie jest spektakularna.
Krok trzeci: ogłoś to, co otrzymałeś, a nie to, co myślisz. Pokusa niezdarnej ewangelizacji polega na mówieniu o wierze jako o doktrynie, której należy bronić, a nie o spotkaniu, którym należy się dzielić. Przesłanie Dwunastu nie brzmiało: «wierzcie w to czy tamto». Brzmiało: «Królestwo jest bliskie». Świadczenie to dzielenie się tym, co Bóg uczynił w twoim życiu – a nie tym, w co inni powinni wierzyć.
Krok czwarty: zaakceptuj fakt, że nie możesz kontrolować wyniku. Uczniowie są posłani, by głosić, a nie przekonywać. Nawrócenie należy do Boga. Naszą rolą jest chodzenie i głoszenie. To, czym stanie się ziarno, jest odpowiedzialnością Siewcy.
Piąty krok: powrót najedzony. Misja nie jest jednostronnym wysiłkiem. Wracamy przemienieni dzięki tym, do których trafiliśmy. Zagubione owce często mają coś do powiedzenia pasterzowi o tym, jak to jest szukać Boga na pustyni.
Lectio divina
«Idźcie raczej do owiec zaginionych z domu Izraela. Idąc, głoście tę wieść: »Bliskie jest królestwo niebieskie»” (Mt 10, 6-7).
Kim są zagubione owce w twoim życiu, te, które znasz z imienia i te, o których wiesz, że zbłądziły? Czy kiedykolwiek pomyślałeś, że jesteś owcą, której ktoś szukał bez twojej wiedzy? Co powstrzymuje cię przed nawiązaniem kontaktu z bliskimi – strach przed sprawianiem im kłopotów, strach przed odrzuceniem, a może strach przed koniecznością rozmowy o tym, co naprawdę ważne?
Panie, spojrzałeś na tłumy i głęboko poruszyłeś ich zmęczenie. Daj mi to spojrzenie – nie osądzające, ale takie, które widzi. Posłałeś zwykłych ludzi, z ich rywalizacją i wadami, i zaufałeś im. Zaufaj i mnie. Pokaż mi, którą zagubioną owcę stawiasz dziś na mojej drodze, w moim domu, w moim sąsiedztwie, w moim życiu. A kiedy nie wiem, co powiedzieć, przypomnij mi, że przesłanie jest proste: jesteś tutaj, bardzo blisko.
Dwunastu mężczyzn idzie zakurzoną ścieżką, a Niebo podąża za nimi.
Pokusa uniwersalności jako ucieczki od tego, co znane
Nasza era sprzyja sprawom globalnym. Mobilizujemy się na rzecz klimatu, pokoju na świecie, na rzecz odległych populacji. I to samo w sobie nie jest złe. Ale czasami istnieje ucieczka w uniwersalność – sposób na ukojenie sumienia na wielką skalę, aby uniknąć dyskomfortu związanego z zajmowaniem się tym, co bliskie. Dotarcie do zagubionej owcy we własnej społeczności jest często trudniejsze niż finansowanie organizacji pozarządowej oddalonej o dziesięć tysięcy kilometrów.
W Ewangelii Mateusza 10 czytamy: «Zacznijcie od tego, co przed wami. Horyzont nadejdzie» – dowodem na to jest fakt, że sam Jezus poszerzy misję po Zmartwychwstaniu. Ale najpierw, ci najbliżsi. Najpierw „domownicy”. Miłość zaczyna się w domu, od tych, których imiona znamy.
Kościół i jego własne zagubione dusze
Kościół katolicki we Francji i Europie traci wiernych od dziesięcioleci. Badania socjologiczne pokazują to z przygnębiającą regularnością. Ale te postacie ukrywają twarze. To ludzie, którzy zostali ochrzczeni, katechizowani, bierzmowani – i odeszli. Nie zawsze w gniewie. Często z cichym smutkiem, zawiedzionymi oczekiwaniami, niezaspokojoną potrzebą.
Pytanie, jakie ten tekst stawia instytucji kościelnej, jest bezpośrednie: kto będzie szukał tych owiec? I jak zostaną one odnalezione? Za pomocą dobrze opracowanych programów, czy z pomocą kogoś, kto poświęci czas, by pójść i zobaczyć to na własne oczy?
Ewangelizacja to nie tylko ulepszanie homilii czy aktualizacja stron internetowych. Zaczyna się, gdy ktoś decyduje się zapukać do drzwi, zadzwonić do kogoś, kogo dawno nie widział, i po prostu powiedzieć: tęsknimy za tobą. Jezus nakazuje ten gest od pierwszego wieku.
Misja w erze cyfrowej
Era cyfrowa stworzyła nowy obszar duszpasterski: miliony ludzi szukają duchowych odpowiedzi online, często nie odważając się wejść do kościoła. Te owce są również «zagubione» w rozumieniu Mateusza – często należą do tradycji chrześcijańskiej, mają fundament wiary i błądzą w przestrzeni poszukiwań. Strony internetowe takie jak via.bible, podcasty, kanały YouTube ze świadectwami lub nauczaniem biblijnym – wszystko to stanowi współczesną formę drogi, którą Jezus nam nakazuje podążać.
Misja cyfrowa nie jest mniej realna niż misja fizyczna. Jest skierowana do tych samych zagubionych owiec – tych, którzy szukają sensu, którzy noszą w sobie ból, którzy kiedyś słyszeli o istnieniu Boga i już nie wiedzą, czy to prawda.
Modlitwa
Patrzysz na nich, Panie, i widzisz to, czego nikt inny nie widzi. Widzisz zmęczenie pod uśmiechem, samotność kryjącą się za banałami, zdruzgotaną wiarę niesione niczym dziedzictwo, z którym nie wiadomo już, co zrobić. Nazywasz ich zagubionymi owcami – i w tym słowie nie ma pogardy. Jest miłość. Zagubiona owca to owca, która wciąż należy do stada.
Posłałeś dwunastu mężczyzn na drogi Galilei. Mężczyzn, którzy nie zawsze się dogadywali, którzy nie zawsze rozumieli, którzy mogli zdradzić, zwątpić lub uciec. A jednak im zaufałeś. Powiedziałeś im: Idźcie. Oddajcie to, co otrzymaliście.
Panie, ja też jestem w drodze. Nie zawsze wiem, do kogo jestem posłany. Często tracę okazję – ten moment, kiedy ktoś czekał na słowo, a ja mówiłem o czymś innym. Mijam zagubione owce, bo mój wzrok jest zbyt wpatrzony w horyzont.
Otwórz moje oczy na to, co bliskie. Daj mi spojrzenie, którym obdarzasz tłumy: spojrzenie, które widzi zmęczenie, nie ocenia dryfowania, nie traci nadziei na rozłąkę.
Uczyń mnie kimś, kto wie, jak podejść do drugiej osoby bez planu, bez przesadnie grzecznych przemów. Kimś, kto po prostu wie, jak powiedzieć, nawet niezgrabnie: Myślałem o tobie, nie jesteś sam, jest coś więcej niż nasza odległość.
Królestwo jest blisko, powiedziałeś. Blisko tych, którzy błądzą. Blisko tych, którzy boją się wrócić, bo wstydzą się, że odeszli. Blisko tych, którzy już się nie modlą, ale wciąż trzymają różaniec z dzieciństwa w szufladzie.
Poślij mnie do nich, Panie. Nie z miażdżącą pewnością. Z łagodnością kogoś, kto sam został odnaleziony.
Bo i ty szukałeś mnie o godzinie, którą znam. I ktoś przyszedł. Ktoś podszedł do mnie, gdy odchodziłem. Spraw, abym mógł być tym posłańcem dla innych.
Nie dla mojej chwały, ale dla Twojej. Nie po to, by zmieniać ludzi, ale by głosić to, co otrzymałem: Jesteś tutaj. Jesteś blisko. To wystarczy na początek.
O co teraz prosi to przemówienie
Istnieje ryzyko związane z tekstami w misji: można je przeczytać i niczego nie zmienić.
Ten fragment z Ewangelii Mateusza 10 nie został napisany po to, by go podziwiać. Został napisany po to, by nim żyć. Jezus nie powiedział: «Rozważ te polecenia». Powiedział: „Idź”.
To «idź» jest skierowane do ciebie, teraz, w twoim życiu takim, jakie jest. Nie wymaga ono ani twojego komfortu, ani twojej całkowitej dyspozycyjności. Wymaga twojej obecności tam, gdzie jesteś, z ludźmi, których już znasz. Wymaga tego spojrzenia – tego spojrzenia, którym Jezus obdarzył tłumy: spojrzenia współczucia, a nie protekcjonalności.
Dwunastu odeszło z pustymi rękami i otrzymaną władzą. To nie ich elokwencja zmieniła Galileę. To ich gotowość do bycia wykorzystanym do czegoś większego niż oni sami.
Nosiłeś w sobie tę samą władzę od chrztu. Nie trzeba jej reaktywować dyplomem ani oficjalną funkcją. Jest obecna w tym, kim jesteś, w tym, przez co przeszedłeś, w tym, co otrzymałeś.
Do kogo więc zwrócisz się w tym tygodniu? Kim jest ta zagubiona owca w twoim domu, której jeszcze nie odnalazłeś?
Tu zaczyna się Ewangelia. Nie na scenie. Na korytarzu, na ulicy, w wiadomości wysłanej o 22:00 komuś, kto się jej nie spodziewał.
Praktyki
- Modlę się każdego ranka za kogoś, kto jest daleko od wiary zwracając się do niej po imieniu, nie oczekując niczego w zamian.
- W tym tygodniu znajdź w swoim otoczeniu «zabłąkaną owcę». i podejmijcie konkretne działanie: telefon, wiadomość, zaproszenie na posiłek.
- Przeczytaj powoli listę Dwunastu, pytając: Który z nich jest do mnie podobny? Który mi przeszkadza? Dlaczego?
- Praktykowanie prostego świadectwa :powiedz komuś w dwóch zdaniach o jednej rzeczy, jaką wiara zmieniła w twoim życiu — bez prawienia kazań i nawracania.
- W swojej wspólnocie parafialnej poszukaj kogoś, kto zaginął przez kilka miesięcy i postanowiłem dołączyć do niego tam, gdzie jest, nie czekając na jego powrót.
- Rozważaj fragment Ewangelii Mateusza 10:1-7 każdej niedzieli przez miesiąc., zmieniając za każdym razem zadawane pytanie: kim jest moja Dwunastka? Do kogo jestem posłany? Jakie jest moje proste przesłanie?
- Przeczytaj ponownie obraz zagubionej owcy (Łk 15,1-7) w kontekście usłyszeć, co czuje pasterz, gdy znajdzie to, co zgubił.
Odniesienia
- Ewangelia Mateusza 10:1-7 — tekst źródłowy przemówienia.
- Ewangelia Mateusza 9:36-38 — spojrzenie pełne współczucia, poprzedzające wysłanie.
- Łukasza 15:1-7 — przypowieść o zabłąkanej owcy, istotne tło.
- Jan Chryzostom, Homilie o Ewangelii Mateusza, Homilia XXXII — komentarz na temat rozesłania Dwunastu.
- Bernard z Clairvaux, Kazania o Pieśni nad Pieśniami I Z rozważenia — o postaci pasterza i miłości bez kalkulacji.
- Teresa z Lisieux, Rękopisy autobiograficzne, rękopis B — o uniwersalnej misji po zamknięciu.
- Jan Paweł II, Redemptoris Missio (1990), §34 — o priorytecie misji ad gentes zgodnie z Ewangelią Mateusza 10.
- Benedykt XVI, Verbum Domini (2010), §94 — o związku Słowa z konkretną misją ewangelizacyjną.
✝ Odniesienia biblijne
1 fragment · 1 księga
Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. (Mateusz 28:20)
Ewangelia Króla: Jezus, nowy Mojżesz, wypełnia Pisma dla Izraela i narodów.
→ Poznaj Kodeks Mateusza- Ananiasz: Pan cię nie posłał, a ty zapewniasz ten lud kłamstwem (Jr 28,1-17)
- Herod posłał i ściął Jana w więzieniu. Uczniowie Jana poszli i opowiedzieli to Jezusowi (Mt 14, 1-12)
- Kto słucha słowa i rozumie je, ten przynosi owoc (Mt 13,18-23)
- «Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz» (Mt 10,34 – 11,1)
- Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało (Mt 10, 24-33)
- Wybrana dusza: Podróż Jezusa do kobiety kananejskiej
- Uczenie się cnoty zwierząt: kiedy Chryzostom czyni ze stworzenia lustro
- Bycie powołanym, a potem posłanym: cicha rewolucja powołania apostolskiego
- Nieść Jego krzyż i otworzyć Jego drzwi
- Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało: Leon XIV i ukryte zwycięstwo męczenników
- Kiedy Rzym wysyła swojego najlepszego: biskupa Paula Nyagę Nwahę, prawnika kanonicznego i dyplomatę, do łóżka Edéi
- «Nie supermoc, ale wszechmoc miłości»: homilia Leona XIV w dniu Pięćdziesiątnicy w obliczu cesarstwa
- Kiedy Duch wieje pod prąd: Odnowa Charyzmatyczna znakiem sprzeciwu dla Francji w roku 2026
- Pod cyfrową sutanną: gdy rosyjski szpieg atakuje kościoły Europy Wschodniej
